Ostatnio posypało się debiutów spółek internetowych na giełdzie New Connect. Niektóre, jak IAI-Shop to całkiem ciekawe i dobrze rokujące przedsięwzięcia, ale niestety w większości, na potencjalnego inwestora czekają prawdziwe miny przeciwpiechotne. Najlepszym przykładem jest serwis podbij.pl
Wszyscy pewnie znają zasadę działania tego typu portali, więc pominę zasady i przejdę do swobodnej interpretacji. Serwis opiera się na łapaniu jeleni. Przynętą na jelenie są łatwo zbywalne dobra materialne „sprzedawane” po śmiesznie niskiej cenie. Ale jest jeden haczyk: Dobro jest jedno, jeleni wielu, więc muszą walczyć o swoją zdobycz. Oręża do walki dostarcza im właściciel serwisu w postaci podbić. Jedno podbicie kosztuje circa 1 PLN, ni mało, ni dużo, w sam raz na jelenia. Zasada walki jest prosta – wygrywa ten, kto dokona ostatniego podbicia, bardziej obrazowo – odda ostatni strzał. Powszechnie wiadomo, że na wojnie wygrywa zawsze tylko handlarz bronią. Więc dobro materialne przypadające jednemu jeleniowi jest okupione grubą kasą wydaną przez pozostałe jelenie, które nie miały tyle szczęścia, co ten pierwszy. Miałem okazję przyglądać się kilku „aukcjom” hazardowym: wprawdzie po zakończeniu zwycięzca mógł kupić laptop wart 4 tys. PLN za 400, ale jak obliczyłem, w trakcie licytacji popłynęło około 10 tys. w podbiciach.
Pomysł uznałbym za genialny, gdyby jego model teoretyczny nie był wcześniej opisany przez Teorię Gier. Zainteresowanych odsyłam do Wikipedii. Cały problem przedsięwzięcia leży w tym, że ilość jeleni w przyrodzie jest ograniczona. Nawet jeśli ktoś jest na tyle nierozgarnięty, żeby nie przejrzeć od razu, co autor serwisu miał na myśli, to na pewno dojdzie do tego po wpakowaniu w podbicia kilku stów. Źródełko wysycha i niedługo pomysłodawca może się znaleźć z pustym portalem w ręku. Co robić? Ano, poszukać jeleni na innej polance. Po krótkotrwałym boomie na aukcje hazardowe, na pewno rachunek zysków i strat właściciela za 2009 rok wygląda okazale. Że kryje się pod tym próchno, to wiemy. Ale inni nie wiedzą. Można opakować portal w ambitne prognozy i puścić na giełdę. Sprzedać w przychylnym momencie i umyć ręce. I utrwalić wrażenie, że New Connect i branża internetowa to bagno, w które lepiej rozsądnemu inwestorowi się nie pchać.

